Strona domowa Komentarze - katalog Poprzednia

 



Tu nie chodzi o okupację!

Kierowane pod adresem Izraela zarzuty o "okupację" napełniają mnie, chrześcijanina, mieszkającego od 25 lat w tym kraju, głęboką frustracją. Zarzuty takie artykułują dziś chyba wszyscy -- od Palestyńczyków począwszy, przez zagranicznych dziennikarzy, aż po światowych przywódców politycznych. Nie przestają ich wyrażać, mimo że Izrael przedłożył ze swej strony nieoględnie hojną propozycję wycofania się z ziem dotychczas zajmowanych, którą Palestyńczycy odrzucili, nie zadając sobie nawet trudu opracowania ewentualnej kontrpropozycji. Zamiast tego wszczęto wojnę.

Przyjrzyjmy się historii. Za kadencji poprzedniego premiera Izraela Ehuda Baraka, w lipcu 2000 roku, Izrael przedłożył Palestyńczykom plan porozumienia z uwzględnieniem warunków porównywalnych, o ile nie bardziej korzystnych od zawartych w tzw. planie saudyjskim. Jaser Arafat odrzucił ten plan i począwszy od 29 września 2000 roku -- jak sam przyznał -- wszczął przeciw Izraelowi powstanie, tzw. intyfadę Al-Aksa. Gdyby rzeczywiście chodziło o problem "okupacji", to można go było wtedy rozwiązać.

Czego więcej mogą chcieć władze Autonomii Palestyńskiej, skoro zaoferowano im 96% rejonów Zachodniego Brzegu Jordanu i Strefy Gazy, z uwzględnieniem dodatkowych ziem należących uprzednio do Izraela, a leżących obok Strefy Gazy, proponowanych jako rekompensata za pozostałe 4% wspomnianych terytoriów; władzę samorządową nad pięcioma dzielnicami wschodniej części Jerozolimy oraz jej Starym Miastem; władzę samorządową nad Wzgórzem Świątynnym; możliwość lokalizacji budynku parlamentu w miejscu, skąd będzie widać Wzgórze Świątynne.

Roszczenia Palestyńczyków, jak to wynika z ich oświadczeń publikowanych w prasie świata arabskiego, obejmują wszystko to, co leży między Jordanem a Morzem Śródziemnym. W swych wypowiedziach określają oni porozumienie pokojowe w Oslo mianem własnego konia trojańskiego, umożliwiającego wprowadzenie bojowników na terytorium państwa Izrael z zamiarem podjęcia tu wojny, jakiej właśnie jesteśmy świadkami.

Jaser Arafat plany takiej wojny zawarł w swym tzw. "Planie Etapów", zaprezentowanym w roku 1974 podczas spotkania na szczycie Ligi Arabskiej. Konsekwentnie też etapy tego planu realizuje. Pewne niepowodzenia zaistniały dopiero podczas wdrażania III fazy, przewidującej eskalację działań zbrojnych do poziomu powszechnej wojny islamskiej przeciw Izraelowi. Arafatowi nie udało się jak dotąd, z różnych względów, zmobilizować spodziewanych uczestników, chociaż zdaje się on liczyć, że w końcu dołączy do niego cały świat islamu.

Arafat ponosi odpowiedzialność za ponad 11700 aktów terroru, popełnionych w czasie od września 2000 roku. Blisko 350 Izraelczyków to ofiary śmiertelne, a kolejne 3.185 odniosło rany. (Miesiąc później, 14 kwietnia, ta liczba wynosiła już 470 ofiar śmiertelnych i wciąż rośnie; przyp. red.) Statystyki ofiar po stronie palestyńskiej są również tragiczne. Tutaj jednak ofiarami są w większości bojownicy, natomiast większość ofiar po stronie izraelskiej to ludność cywilna, w tym znaczący odsetek ludzi młodych, dzieci i kobiet -- atakowanych podczas uroczystości "bar micwy", u drzwi synagogi, w restauracji, w centrum handlowym, na rynku, w miejskim autobusie, itp.. To na nich kierowane są detonowane przez zamachowców-samobójców bomby i eksplodujące samochody-pułapki i w nich wymierzone są pociski snajperów.

Chociaż nieustannie przytacza się argument walki z okupacją, chodzi tu raczej o realizację celu, jakim jest zniszczenie Izraela. Szczególnie karygodny jest fakt, iż takie właśnie stanowisko, reprezentowane przez radykalnych islamistów, znajduje swego promotora w osobie Arafata i we władzach Autonomii Palestyńskiej. Podległe im siły zbrojne, obok takich organizacji jak Hamas i Islamski Dżihad, znalazły się w sporządzonym przez rząd prezydenta Busha rejestrze organizacji terrorystycznych zagrażających pokojowi światowemu, a zatem w pierwszym rzędzie Izraelowi i samemu narodowi palestyńskiemu.

Skoro nie chodzi tu okupację, przekonanie, że plan pokojowy Baraka, czy obecnie promowany plan saudyjski mogłyby przynieść pokój jest raczej mrzonką. Spójrzmy na Liban. Po zakończeniu przez Izrael "okupacji" tego kraju nadal nie ma tam pokoju. Organizacja terrorystyczna Hezballah ślubowała walczyć w imieniu Palestyńczyków i nie dalej jak 13 marca br. ostrzeliwała pojazdy na drogach izraelskich wzdłuż północnej granicy kraju zabijając sześciu Izraelczyków. Takie są fakty.

Jeśli Izrael jest zmuszony się bronić, bo jego obywatele giną w niczym nieuzasadnionych morderczych atakach, wyraźmy mu nasze poparcie. Reakcją rządu każdego kraju, którego obywatele byliby ofiarami terroru na skalę, na jaką dzieje się to codziennie w Izraelu, byłoby też wysłanie wojsk dla położenia kresu nieludzkim zabójstwom. Przypatrzmy się faktom. Władze Autonomii Palestyńskiej odrzuciły drogę pokoju, kompromisu i stabilizacji na korzyść terroryzmu i wojny. Zbyt wiele osób już zginęło po obu stronach tego konfliktu. Aby go zakończyć, trzeba doprowadzić do zakończenia działalności organizacji terrorystycznych, co obejmuje również Arafata, który niestety "partnerem dla pokoju" nie jest, bowiem władze Autonomii Palestyńskiej nie uczyniły nic, by powstrzymać terror -- promują go raczej.

Jestem chrześcijaninem mieszkającym w Jerozolimskiej dzielnicy Gilo, znękanej ostrzałem ze strony palestyńskich terrorystów. Instancjom troszczącym się o ochronę praw człowieka chcę powiedzieć, że moje prawa człowieka są łamane przez uzbrojonych kryminalistów, którzy uparcie zabijają i ranią moich sąsiadów i atakują dom, w którym mieszkam. Akceptuję to, że Izrael podejmuje działanie dla ochrony niewinnej ludności cywilnej, w tej liczbie również Palestyńczyków. Państwo, które nie dba o ochronę swych mieszkańców przed uzbrojonymi, stosującymi terror zabójcami to państwo, którego rząd zachowuje się nieodpowiedzialnie. Wojna to piekło i -- możecie mi wierzyć -- Izrael wolałby poświęcać swą uwagę innym działaniom. Apeluję przy tej okazji do polityków, dziennikarzy, a także Palestyńczyków: "Zachowajcie słowa krytyki dla Arafata i władz Autonomii Palestyńskiej. To oni są rzeczywistymi zbrodniarzami przeciw ludzkości."

05.05.2002 -- Artykuł zaczerpnięty z biuletynu "Nasz Starszy Brat". Oryginał ukazał się w serwisie informacyjnym Bridges for Peace Update z dnia 14 marca 2002, pod tytułem "lt's Not About the Occupation". Autor: Ciarence Wagner, tłum. Marek Jeżowski
 


 


Strona domowa Komentarze - katalog Poprzednia
© Wiatr