Strona domowa Komentarze - katalog Poprzednia

 
Kościół w Chinach pomaga zagłodzonym Koreańczykom

Żyjący na skraju przetrwania mieszkańcy Korei Północnej otrzymują pomoc od chrześcijan w Chinach. Jak podaje Religion Today, ci, którzy zdołali przedostać się poprzez północno-wschodnią granicę Chin, dostają jedzenie, schronienie, jak również pomoc duszpasterską.

Zabójcze zimno, brak jedzenia i żołnierze, którzy mają rozkaz strzelać i zabić każdego, kto próbowałby uciec, czyni podróż do Chin bardzo ryzykowną. Najwięcej ludzi ucieka w zimie, kiedy zamarznięte rzeki Tumen i Yalu na granicy Chińsko-Koreańskiej są łatwiejsze do sforsowania. Ci, którzy przeżyli taką zabójczą wyprawę, opowiadają, że szlak jest usiany zamarzniętymi ciałami.

W granicznych prowincjach Chin otwarto chrześcijańskie ośrodki, które zapewniają jedzenie i kwaterunek. Przybywający uchodźcy mają również możliwość usłyszenia Dobrej Nowiny. ,,Praca jest dobrze zorganizowana i usystematyzowana -- to wspaniała okazja, by służyć Panu" -- mówią przedstawiciele służby. Wielu z tych, którzy docierają do wspomnianych ośrodków, zostaje chrześcijanami, niektórzy z nich wracają do Korei. Ze sobą zabierają worki z ryżem i Biblie.

Jak mówi Jan Marek, który służy w jednym z takich ośrodków: ,,witamy ich bardzo ciepło, dajemy im miskę ryżu, gdyż nie możemy dać niczego bardziej konkretnego, bo by się od razu rozchorowali -- dla wielu z nich jest to najobfitszy posiłek, jaki mieli od wielu dni."

Barnaba przybył do ośrodka ledwo żywy i zamarznięty prawie na śmierć. Od razu zaopiekowano się nim -- dostał pożywienie i odzież. Po trzech dniach zaczął sobie zdawać sprawę z tego, gdzie się znajduje. ,,Zaczął pytać, dlaczego tak bardzo troszczymy się o niego" -- mówi Jan Marek -- ,,Zauważył, że wszyscy, którzy mu pomagali, zawsze się uśmiechali i mieli w sobie głęboki pokój". Kiedy odchodził, zapytał się, dlaczego był tak dobrze traktowany i czemu daliśmy mu jedzenie i żywność. Misjonarz pracujący w ośrodku odpowiedział mu: ,,Ponieważ mamy dług u Jezusa."

Nie rozumiejąc zbytnio, o co chodzi, Barnaba zapytał: ,,Kim jest ten Jezus, że pozwala wam nie spłacać waszego długu, a w zamian za to karmicie mnie?" Kiedy wytłumaczono mu, kim jest Jezus i że ofiarował się za jego grzechy, Barnaba postanowił zostać w ośrodku i dowiedzieć się więcej. ,,Został z nami przez dwa miesiące, lecz nie mieliśmy żadnego oficjalnego nauczania -- po prostu obserwował nas i w ten sposób uczył się jak być chrześcijaninem" -- kontynuuje Jan Marek.

Barnaba poprosił o Biblię i zaczął ją czytać. Po trzech dniach doszedł do piątego rozdziału Księgi Powtórzonego Prawa (V Mojżeszowej), w której przeczytał o błogosławieństwach dla tych, którzy miłują Boga i o przekleństwach dla tych, którzy Go przeklinają. ,,To jest dokładnie tak jak w Korei" -- powiedział -- ,,skąd ci ludzie tyle lat temu wiedzieli o moim kraju?"

Barnaba stał się chrześcijaninem i postanowił wrócić do domu, by zanieść swojej rodzinie Ewangelię. Po dwóch miesiącach wyruszył w drogę do Chin zabierając ze sobą torbę ryżu i Biblię. Kiedy został złapany na granicy i żołnierze znaleźli przy nim Biblię, a Barnaba odmówił powiedzenia skąd ją ma, został wysłany na przesłuchanie. Po kilku dniach tortur zmarł. ,,To jest przygnębiająca opowieść, ale chyba miał rację Tertulian (ojciec Kościoła), mówiąc że krew męczenników to nasienie Kościoła." -- powiedział Jan Marek.

Władze szacują, że około 100.000 Koreańczyków żyje w północno-wschodnich Chinach. Wśród tej grupy chrześcijaństwo jest bardzo silne -- Kościół zaopiekował się i pomógł tysiącom uchodźców. Pomagają również misjonarze z Południowej Korei -- dostarczają jedzenie jak i inne dary, które są rozprowadzane wśród nich.

Rząd, który kiedyś tolerował uchodźców, teraz zmusza ich do powrotu -- podaje Washington Post. Ci, którzy pomagają uciekinierom, mogą być ukarani bardzo wysoką grzywną -- sięgającą wysokości rocznego dochodu. Od stycznia podczas obław po domach policja aresztowała setki Koreańczyków. Większość z nich trafiła na tydzień do więzienia w Chinach, po czym została odesłana z powrotem do Korei Północnej i umieszczona w obozach pracy. Ci, którym udało się uciec, mówią o nieludzkich warunkach i wielkim głodzie, jaki panuje w obozach.

Warunki w Korei Północnej są przerażające. Zbiory z ostatniej jesieni zostaną zużyte przed kwietniem -- informuje World Food Program. Kraj będzie w pełni uzależniony od pomocy międzynarodowej aż do następnych zbiorów w październiku. Jak dotąd dwa miliony ludzi zmarło z głodu.

Pomoc humanitarna idzie w pierwszym rzędzie do rąk partyjnych urzędników i członków armii. Nawet w regionach, gdzie Organizacja Narodów Zjednoczonych nadzoruje dystrybucję żywności, wiele rodzin nie otrzymuje jej. Już dwie międzynarodowe organizacje wycofały swoją pomoc argumentując to faktem, że rząd manipuluje dystrybucją żywności. Całe miasta nie otrzymują żadnego wsparcia materialnego -- ludzie żywią się liśćmi i żabami.

źródło: Religion Today
od redakcji: imiona i nazwiska osób w artykule zostały zmienione.
tłum. Marcin Szala


Strona domowa Komentarze - katalog Poprzednia © Wiatr