|
Bartłomiej Grysa
Tunezyjskie ścieżki

Od pewnego czasu miałem pragnienie poznać nawróconych muzułmanów. Wyjazd do Tunezji dał mi okazję spotkania chrześcijan w kraju, który jest prawie w 100% muzułmański.

Kolacja u proboszcza

Wszystko zaczęło się od kolacji u proboszcza katedry, Mike'a. Marie-Sabah, którą tam spotkałem, była muzułmanką. Swoje nawrócenie zawdzięcza między innymi długim rozmowom z owym proboszczem. Jej droga do uznania Jezusa jako Zbawiciela była długa i trudna, ale -- jak to sama stwierdza -- przeszła z religii lęku do religii miłości, poznała Boga, który jest Miłością.
 Z katedrą w Tunisie jest związana także historia Paula-Marie. Przychodzi on od paru lat prawie codziennie na Eucharystię. Paul-Marie jest katechumenem, ale jego głębia wiary i wiedza mogłaby zawstydzić niejednego. Chrześcijaństwem zaczął się interesować kilkanaście lat temu. Był dziennikarzem do czasu, gdy chciał napisać coś dla gazety o początkach chrześcijaństwa w dzisiejszej Tunezji. Przez to został wyrzucony z pracy. To go jednak nie zraziło i dalej chodzi za Jezusem. Nie zraża go też fakt, że musi czekać tyle lat na chrzest w Kościele, który z powodu lęku traktuje takich jak on z wielką rezerwą i podejrzliwością.

To był dopiero początek mojego poznawania wierzących w Tunezji. Okazuje się bowiem, że nie są oni pojedynczymi przypadkami, ale stanowią liczebną społeczność. Szacuje się, że w tym kraju jest około 1000 rodzimych chrześcijan. Są to ludzie z różnych klas społecznych oraz różnego pochodzenia: Arabowie, Berberowie i Punici. Czasem też i analfabeci, których tu nie brakuje. Mówią po arabsku, a konkretnie różnymi tunezyjskimi dialektami. Po arabsku jest też prowadzone nauczanie i cała działalność kościelna. Doświadczenie wspólnej modlitwy z tymi ludźmi było dla mnie bardzo mocnym przeżyciem, wskazującym przede wszystkim na to, że w Jezusie Chrystusie nie ma podziałów.

Kolonialiści kontra tubylcy

Nie jest wcale takie oczywiste to, że w kraju arabskim chrześcijanie posługują się językiem arabskim! Kościół katolicki i kalwiński na przykład większość pracy duszpasterskiej prowadzi w języku francuskim -- dawnym, kolonialnym języku, który miejscowym różnie się kojarzy. W Tunisie żaden Arab nie robi problemu z tego, że ktoś mówi tylko po francusku. Ale poza miastem można się spotkać ze stwierdzeniem: "jest pan w kraju arabskim, więc proszę mówić po arabsku!"
 Wyraźnie widoczny jest podwójny wymiar Kościoła w Tunezji: Kościoła francusko- i arabskojęzycznego. Granica między nimi jest bardziej kulturowa, niż doktrynalna. Kościół francuskojęzyczny tworzą Francuzi, Włosi, Maltańczycy i pracownicy przeróżnych ambasad afrykańskich. Kościół arabskojęzyczny to przede wszystkim Chrześcijański Kościół Tunezyjski.
 Chrześcijański Kościół Tunezyjski, niedawno zalegalizowany przez władze, jest owocem pracy różnych misji protestanckich, które cały czas ewangelizują w tym kraju. Jedna z grup, do której trafiłem dzięki siostrze Annie, szarytce, spotyka się co sobotę w Kościele Anglikańskim. Prosili oni o udostępnienie im katedry na cotygodniowe spotkania, ale im odmówiono.
 Grupa ta składa się z kilkunastu osób. Na pierwsze spotkanie trafiłem na początku Ramadanu. Faruq, który ją prowadzi, na pytanie, czy pości w Ramadanie, żeby w ten sposób dać świadectwo solidarności z muzułmanami, odpowiedział, że tego nie robi, ponieważ nie jest to odczytywane przez muzułmanów jako świadectwo solidarności. "Pościsz, bo my mamy rację!", jak mówią jego muzułmańscy znajomi.

Rozszerza się dobra wieść

W cotygodniowych spotkaniach uczestniczy też Rim, która jest córką imama. Jej rodzina w pewien sposób pogodziła się już z tym, że została chrześcijanką, ale gdyby nie siostry zakonne, które prowadzą w Tunisie prywatną szkołę, nie miałaby gdzie pracować. Jej znajomość Koranu pisanego i "mówionego" (miejscowych interpretacji i przekonań utrwalonych wśród Tunezyjczyków) pomaga jej skutecznie głosić Ewangelię.
 Niektórzy chrześcijanie jeżdżą autobusami w tę i z powrotem tylko po to, żeby wykorzystać każdą sytuację do opowiadania o Jezusie! Skutkiem takiej postawy są oczywiście represje, które ich dotykają zarówno indywidualnie (ze strony rodziny i znajomych), jak i grupowo. Mimo że stanowią zalegalizowaną wspólnotę religijną, są często wzywani na rozmowy do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Te "spotkania" dają im także sposobność do świadczenia, bo urzędnicy chcą wiedzieć, jak to się stało, że zostali chrześcijanami itd.
 Ciekawą formą ewangelizacji są jasełka, inscenizowane wspólnie przez dzieci chrześcijańskie i muzułmańskie. Takie jasełka niedawno były wystawiane w jednej ze szkół, prowadzonej przez protestantów. Zaproszono wszystkich absolwentów szkoły, którzy jednym głosem śpiewali, że Jezus jest Panem!
 Jezus w różny sposób porusza serca muzułmanów aby go szukali. Pewien chłopak przysparzał kłopotów swojej rodzinie przez liczne kradzieże. Trafił w końcu do więzienia, ale to go nie zmieniło. Zmienił go dopiero Jezus. Rodzice zauważyli zmianę i zaakceptowali jego wiarę, widząc w tym jedyny ratunek dla swojego syna.

Jeśli będziesz się modlić za Tunezję

Aby Jezus mógł dotykać serc Tunezyjczyków, potrzebna jest przede wszystkim jedność miejscowego Kościoła. Proszę cię także o modlitwę, aby Pan dał Kościołom francuskojęzycznym pragnienie zbliżenia się do realiów Tunezji oraz aby władze były przychylne rozwojowi Kościoła.
O, zagubiony wśród tłumów,
krążący między domami,
przelewający łzy, szukający Jezusa,
spytaj Golgotę, spytaj Golgotę.
Opowie ci ona o łagodnym Baranku,
Który umarł dla zbawienia wszystkich.
Opowie ci o wspaniałym Bohaterze,
Który powstał, aby zbudować twierdzę niezdobytą.
(tekst pieśni "O, zagubiony" z płyty "Głos Kartaginy" -- tłum. własne)
 15.01.2002 -- Bartek Grysa jest arabistą i wrócił przed świętami z dwumiesięcznego stażu w Tunisie. Mieszka wraz z żoną w Poznaniu. Poznali się we wspólnocie charyzmatycznej "Zbawiciel", w której są do dziś. Czekają na narodziny pierwszego dziecka, które skróciło jego pobyt w Tunisie "fałszywym alarmem" (miało ochotę się trochę wcześniej urodzić :-).
|