Wiatr Nowiny - katalog Poprzednia

Nowiny - 10/1999

Mieszkańcy pod ochroną

Nisz, miasto na południu Serbii, od samego początku wojny było jednym z podstawowych celów NATO-wskich ataków lotniczych. Jedna z bomb (tzw. odłamkowych, zabronionych Konwencją Wiedeńską) uderzyła w centrum miasta, zabijając 15 osób i ciężko raniąc 40. Innego dnia rakieta spadła niedaleko targowiska zabijając kilka kobiet z dziećmi, niszcząc wszystkie sklepy na ulicy...
Lecz Bóg chroni swoich bliskich; misjonarka z Młodzieży z Misją pracująca przez pewien czas w tym mieście, opowiadała o tym jak jedna z rakiet uderzyła w dom niedaleko szpitala. W tym domu mieszkał jej przyjaciel, od którego wyszedł właśnie jego pastor.
Gdy rakieta uderzyła w dom, pastor znajdował się 100 m od tego domu. Nie było czasu na ucieczkę, więc zanurkował w jakiś wyłom w budynku modląc się o życie swego przyjaciela. Pocisk zniszczył dom, lecz żaden z mieszkańców nie doznał obrażeń; nie doszło do eksplozji rakiety.


Misja w schronach

W Belgradzie wierzący bracia prowadzili pracę misyjną w schronach, nazywając te schrony Miejscami Schronienia. Czytali tam głośno Nowy Testament, modlili się o chorych, pocieszali przerażonych, dawali nadzieję. Dwie siostry w Nowym Sadzie zabierały do schronu gitarę i głośno śpiewały tam pieśni uwielbiające.
Jak wspomina misjonarka MzM ona i jej grupa spotkała się z jedną z tych sióstr -- Sandrą -- na granicy jugosłowiańsko-węgierskiej; nie spała od kilku dni z powodu intensywnych bombardowań Nowego Sadu. Miesiąc wcześniej odcięto jej dopływ wody. Była zmęczona i smutna, lecz wdzięczna Bogu za ochronę. Nie chciała uciekać na Węgry, choć kobiety były przepuszczane, a na granicy stał tylko jeden uzbrojony celnik. Prosiła tylko by kupić jej żywność, dla rodzin z jej kościoła, środki medyczne, w tym nitroglicerynę dla chorych na serce, środki uspokajające, zwykłą aspirynę, jakiej w serbskim szpitalu nie uświadczysz. Gdy przekazano jej to wszystko o co prosiła, zapakowała do samochodu i z uśmiechem na twarzy i modlitwą w sercu wróciła do domu w Nowym Sadzie.
Posłuszna dziewczynka

Pewna serbska dziewczynka, córka wierzącego małżeństwa, miała niezwykłe doświadczenie; w pierwszą noc bombardowań śniło jej się, że chodziła po ulicy zniszczonego miasta, otoczona czymś w rodzaju bańki mydlanej. Spotkała Pana Jezusa, który poprosił ją o zapisanie nazwisk ludzi oddanych Bogu, mieszkających w tym mieście, i oddaniu tej listy do Jego rąk. Później spytała rodziców o nazwiska wierzących z tego miejsca i trwała w modlitwie o nich.

Wiatr na podst: YWAM i Joel News

Albańscy chrześcijanie w służbie

W albańskiej stolicy Związek Ewangeliczny nadal pracuje i jest odpowiedzialny za przejściowy obóz uchodźców w Hali Sportowej. Chrześcijanie przygotowują posiłki, rozdzielają ubrania, zaopatrują w wodę i pocieszają uchodźców.
Chrześcijanie są zaangażowani w pracę w obozach uchodźców również na południu kraju, w mieście Korce. Jak powiada dyrektor jednego z obozów, George Dumitrascu; "...bez ewangelicznych chrześcijan nie bylibyśmy w stanie nic zrobić. Ci z woluntariuszy, którzy tu naprawdę pracują, to chrześcijanie."
Trzy ewangeliczne społeczności (Kościół Braterski, Kościół "Droga Pokoju" i Społeczność Ewangelii) w mieście Vlora przygotowały obóz dla uchodźców w hali sportowej. Praca trwa tam 24h/ dobę, 7 dni w tygodniu. Zatrudnili na pełny etat czterech młodych mężczyzn do koordynacji wszelkich działań. i prac w tym obozie. Komunikują się oni z lokalnymi władzami, grupą kosowskich pracowników i woluntariuszami z kościoła. Członkowie tych społeczności przyjęli do swoich domów kosowskie rodziny, biorąc pełną odpowiedzialność ich utrzymania. Większość z nich ma otwarte i dobre serca, lecz praktycznie żadnych materialnych środków do życia. Te trzy ewangeliczne społeczności starają się im pomóc, poprzez zakupy środków higienicznych i podst. art. żywnościowych.
Niedawno organizacja humanitarna World Vision wspólnie z Kościołem Katolickim zorganizowały system sąsiedzkiej pomocy, do której włączyli się również wierzący z innych wspólnot.
W Albanii istnieje ogromna potrzeba zapewnienia uchodźcom dachu nad głową. Pomimo starań całego Kościoła Albańskiego, wszelkich -- chrześcijańskich i niechrześcijańskich -- organizacji pomocowych, rządu albańskiego i społeczności międzynarodowej wielu uchodźców nadal koczuje w całkowicie niehumanitarnych warunkach.
Do tego kraju, w którym, by cokolwiek zrealizować, potrzeba dużo czasu, uchodźcy napłynęli w takiej ilości i w tak krótkim czasie, że przyrównać to można tylko do potopu. Na taki obrót rzeczy nikt nie był przygotowany.
W pierwszym, otwartym we Vlorze, obozie przebywa obecnie około 2000 osób. Obóz ten mieści się w olbrzymim państwowym magazynie, bez ścianek działowych czy zasłon, które zapewniłyby choć namiastkę prywatności. Nieustanny gwar i ruch odbywa się tam aż do późnej nocy.
Przedstawiciel jednej z tych trzech społeczności powiedział: ,,Jednak Pan zna nasze potrzeby i je zaspokaja; Potrzebowaliśmy dmuchanych materacy, lecz nie można ich było nigdzie kupić. Zadzwoniłem do World Vision pytając, czy nie wiedzą gdzie to można zrobić. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że zdecydowali się nam DAĆ 400 sztuk (!). A jako że fabryka, w której się zaopatrywali przerwała produkcję, dostaliśmy prawdziwe, sprężynowe materace! Ofiarowano nam kuchnię polową, nie wiedząc jak bardzo będzie nam ona pomocna. Fundacja Albańskiego Związku Ewangelicznego (TEARF) postanowiła refundować część, ponoszonych przez nas kosztów.
Jahwe Jireh - Bóg Naszym Zaopatrzeniem!!!..."

Źródło: Joel News

patrz: Albańscy chrześcijanie nadal w Kosowie!


Wiatr Nowiny - katalog Poprzednia © Wiatr