Strona domowa To jest zycie! Poprzednie


Agnieszka Walicka



Wyrwana z rąk śmierci


Cztery lata temu Bóg dał mi pragnienie, by służyć Mu poza granicami naszego kraju. Wyjechałam do Rostowa nad Donem w Rosji, by dzielić się swoją wiarą ze studentami, pracując w Ruchu Nowego Życia. Z czasem coraz więcej nowych ludzi przychodziło na nasze spotkania, które w większości odbywały się w mieszkaniach.

Pewnego wieczoru, gdy byłam sama w domu, odwiedził mnie chłopak, który, jak stwierdził, chciał się dowiedzieć czegoś więcej o naszej grupie i o Bogu. Zaproponowałam mu herbatę i gdy stawiałam ją na stoliku, mój gość złapał mnie, zatkał ręką usta, położył sobie na kolanach i poczułam jak wbija w moje plecy nóż. Trzy uderzenia.

Moje ciało zrobiło się bezwładne. Zaklejono mi taśmą usta i przywiązano do fotela. Nie wiem po jak długiej chwili, bo traciłam przytomność, obudziłam się i zrozumiałam, że wciąż żyję, ale za chwilę się uduszę. Powietrze, które łapałam nosem nie wystarczało... I wtedy, zanim zdążyłam się do końca zorientować w sytuacji, opaska spadła z moich ust. To było niesamowite! Wiedziałam, że nie jestem sama!

Kolejny raz ocknęłam się, gdy złodzieje wychodzili z mieszkania, słyszałam, że odkręcili gaz w kuchni i powyłączali wszystkie światła. Próbowałam się jakoś uwolnić, ale zupełnie nie miałam siły. Gdy wzywałam pomocy, krew wypływała z ran coraz obficiej...

Nie miałam pojęcia, która jest godzina i wiedziałam, że telefon jest odłączony... Moja sytuacja mogłaby wydawać się bez wyjścia. Jednak mój Bóg jest stróżem, który "nie drzemie i nie zasypia" i On był ze mną w tych koszmarnych chwilach.

Zanim stało się to wszystko, rozmawiałam przez telefon z koleżanką z naszego zespołu. Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi, odłożyłam słuchawkę, żeby otworzyć, po czym wróciłam do rozmowy i oznajmiłam jej, że przyszedł do mnie jakiś chłopak, którego nie znam. Wtedy ona zaproponowała, żebym zadzwoniła za 15 minut, żeby potwierdzić, czy wszystko jest w porządku.

Oczywiście nie zdążyłam do niej oddzwonić. Gdy siedziałam w fotelu, łapiąc z trudem powietrze, słysząc jak jacyś ludzie buszują w moim mieszkaniu, Bóg dał mi wiarę, która była mocnym przekonaniem i wiedziałam, że On widzi tę sytuację, jest w stanie dać Eli niepokój w sercu, taki, żeby kogoś do mnie przysłała. Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu byłam tak bardzo przekonana o bliskości Boga w moim życiu i o realności Jego opieki.

I Bóg rzeczywiście tego dokonał. Ela wysłała do mnie swego męża, który sprowadził pogotowie i policję. Zoperowano mnie (miałam przebite płuco) i przeprowadzono transfuzję krwi. Operacja była bardzo skomplikowana i po niej utrzymywano mnie w narkozie, żebym oddychała z pomocą respiratora. Dosyć długo nie było wiadomo, czy przeżyję, a jeżeli przeżyję, to czy będę w pełni władz umysłowych. Mój mózg z powodu utraty dużej ilości krwi był niebezpiecznie długo niedotleniony. Ja jednak nie zdawałam sobie sprawy z niebezpieczeństw, które mi groziły.

Przewieziono mnie do szpitala w Warszawie, gdzie wracałam do zdrowia. Byłam tak słaba, że nie mogłam chodzić; z powodu operacji i wykręcenia barku nie mogłam podnosić ręki.

Bałam się, jak sobie poradzę z normalnym życiem, gdy wyjdę ze szpitala. Wtedy uchwyciłam się słów z 29 rozdziału Księgi Jeremiasza: "Albowiem Ja wiem, jakie myśli mam o Was -- mówi Pan- myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją.

Kilka tygodni przed tym zdarzeniem czytałam książkę Larrego Crabba "Poszukiwanie Boga". Autor opisywał w niej swoje przeżycia po tym, jak jego brat zginął w katastrofie lotniczej osierocając dwójkę małych dzieci. Pisał o duchowej walce, która toczyła się w jego sercu, bólu, złych uczuciach, z którymi się zmagał.

Ta książka zmusiła mnie do głębokich refleksji. Mam dwóch kochanych braci, za którymi bardzo tęskniłam będąc na misjach. Zastanawiałam się, czy gdyby Bóg zabrał mi któregoś z nich, byłabym nadal przekonana o tym, że On mnie kocha, jest dobry i łaskawy... W oparciu o Pismo Święte i książkę Crabba stwierdziłam, że nie mogę patrzeć na Boga przez pryzmat okoliczności mojego życia.

Piszę o tym, ponieważ w chwili, gdy wydawało mi się, że właśnie odchodzę z tego świata, brutalnie zamordowana, miałam w sercu pokój i pokorę przed Bogiem. Tak jakbym powiedziała Bogu "Dobrze Panie! Zgadzam się z tym, że w taki sposób zabierasz mnie do siebie".

Chociaż to wszystko wydarzyło się kilka miesięcy temu, dzisiaj chwilami trudno mi uwierzyć, że przez to przeszłam. Wiem jednak, że przez całe to doświadczenie Jezus niósł mnie na swoich rękach. Był tak blisko!

Odczułam też ogromne błogosławieństwo bycia w Bożej rodzinie. Wiedziałam, że modlili się o mnie bracia i siostry w Chrystusie na całym świecie. Dostawałam kartki i listy z zapewnieniami o wstawiennictwie, zachętą za Słowa Bożego i wyrazami miłości i troski. To było dla mnie dużym wsparciem w trudnych chwilach.

Kilka osób podzieliło się ze mną tym, że kiedy byłam jeszcze nieprzytomna Bóg skierował do nich słowa z Psalmu 118 "Nie umrę, ale będę żył i opowiadać będę dzieła Pana!" Te obietnice wypełniły się w moim życiu. Wielbię za to Boga i Jemu oddaję cześć za to, jak cudownie przeprowadził mnie przez to trudne doświadczenie.

Dziękuję wszystkim, którzy modlili się za mnie, byli wsparciem i zachętą.


15.11.2000 -- Agnieszka Walicka, RNZ, www.agape.pl




Strona domowa To jest zycie! Poprzednie © Wiatr