Strona domowa To jest zycie! Poprzednie


Małgorzata Bałos

,,Ty strzeżesz losu mego"
(Psalm 16,5)


Gosia Balos

W ostatnim miesiącu nie czułam się dobrze. Gorączkowałam i ciągle czułam się zmęczona. Podejrzewając jakąś infekcję udałam się do lekarza, który nie znajdując żadnej przyczyny mojego stanu zlecił mi badanie krwi i moczu. Okazało się, że jestem poważnie chora, prawdopodobnie na białaczkę.

Następnego dnia potwierdziły to badania w Poradni Hematologicznej. Lekarka stwierdziła białaczkę i dowiedziałam się, że moje leczenie w Klinice Hematologicznej będzie trwało od kilkunastu miesięcy do kilku lat z krótkimi przerwami, w ciągu których i tak nie będę w stanie zająć się moimi dziećmi. Poza tym nikt nie mógł mi powiedzieć czy naprawdę wyzdrowieję.

Byłam przerażona gdy myślałam co mnie czeka. Chemioterapia, rozłąka z moimi małymi dziećmi, które są tak bardzo ze mną związane. Kto się nimi zajmie?

Dzięki Bogu tego dnia nie znalazło się dla mnie łóżko w Klinice i jeszcze jedno popołudnie mogłam spędzić z moją rodziną. Czas stał się dla mnie tak bardzo cenny. Jak go wykorzystać? Jak w ciągu kilku godzin dać dzieciom tyle miłości, aby im starczyło na tak długi okres? Zrozumiałam jak cenny jest czas, który Bóg mi daje. Dlaczego go lepiej nie wykorzystałam? Tyle rzeczy nie zdążę już zrobić. Nie potrafiłam wyobrazić sobie rozstania z moimi dziećmi i mężem.

Był to dzień naszego płaczu i wołania do Boga o ratunek. Tak trudno było Mu podziękować za tę sytuację, trudno zaufać. Jednak wiedziałam, że muszę wierzyć. Jezus obiecał nam, że nas nigdy nie opuści i że ma dla nas najlepszy plan. Miałam nadzieję, że jest nim moje uzdrowienie. Wołałam o cud. Błagałam: ,,Jezu, uczyń cud, tak jak czyniłeś gdy byłeś na ziemi, bo Ty jesteś zawsze taki sam".

Zrozumiałam jak wielką łaską jest macierzyństwo. Jakie to wielkie błogosławieństwo przebywać ze swoimi dziećmi i wychowywać je. Czasami tego nie doceniałam. Teraz błagałam o jeszcze jedną szansę, o cud, o łaskę przebywania z moimi dziećmi.

Tak minęło to popołudnie i noc. Na pożegnaniach z dziećmi, płaczu i modlitwach. Jestem wdzięczna Bogu za wsparcie jakie okazał mi mój mąż, rodzina i przyjaciele. Dziękuję wszystkim, którzy modlili się za mnie.

Nadszedł poranek. Trzeba było rozstać się z dziećmi i jechać do Kliniki. Myślałam, że zobaczę się z nimi w szpitalu, na miejscu dowiedziałam się jednak, iż nie ma tam odwiedzin. Jak rozpocznie się moje leczenie będę miała tylko telefoniczny kontakt z rodziną. Nie wytrzymałabym tego, gdybym nie miała nadziei na Boże uzdrowienie.

Lekarz odbył rozmowę z moją rodziną, proponował przeszczep szpiku kostnego, jeśli nas na to stać. Po rozmowie mój mąż i ojciec pojechali, a ja zostałam. Nie sama, był ze mną Jezus. Gdy patrzyłam na cierpienia ludzi chorych na białaczkę, zastanawiałam się ile będę musiała przejść, w którym momencie Bóg zadziała? To zależy tylko od Niego. Nie sądziłam, że stanie się to tak szybko.

Jeszcze tego samego dnia lekarka przyszła do mnie i powiedziała, że być może wcale nie jestem chora bo następne badania nie są jednoznaczne, a jest pewna choroba wirusowa, która daje podobny obraz krwi do białaczki.

Pobrano mi szpik kostny do badania. Wyniki miały dać odpowiedź. Uwielbiałam i dziękowałam Bogu, że tak szybko mi odpowiada. Przede mną była doba wyczekiwania i modlitwy. Prawdziwa walka. Na szczęście Bóg się o wszystko zatroszczył, przez dwa dni byłam sama w pokoju i spędziłam na rozmowie z Nim dużo czasu. Uchwyciłam się Bożego Słowa z Psalmu 103,3

,,On odpuszcza wszystkie twoje winy, leczy wszystkie twe choroby, On ratuje od zguby życie twoje". Pocieszyłam się, że: ,,Jak lituje się ojciec nad dziećmi, tak się lituje Pan nad tymi, którzy się go boją", Psalm 103,13.

Wiedziałam jak się lituje mój ojciec. Gotów był wszystko zrobić abym wyzdrowiała, a cóż dopiero mój Ojciec w niebie. Byłam pełna pokoju i Bożej obecności. Z wynikami przyszedł lekarz, który powiedział, że sam chciałby mieć taki szpik. Chwała Bogu!!

Gosia z Pawelkiem

Wyszłam po czterech dniach pobytu w klinice z diagnozą: mononukleoza zakaźna. Nie ma białaczki!! Pani doktor powiedziała mi, że jestem winna duże podziękowania Komuś na górze, za to, że moje dzieci będą miały matkę.

Ktoś mógłby się tu doszukiwać złej diagnozy lub pomyłki, lecz ja wiem, że to było uzdrowienie. Wołałam o cud i Bóg mi odpowiedział.

Oboje z mężem dziękujemy Bogu za to doświadczenie, że nie jest dla nas obojętny lecz wytapia nas jak złoto. Dużo się nauczyliśmy i zaszły w nas zmiany. Wiemy jak cenny jest czas i doświadczyliśmy jak można ufać Bogu.


Małgorzata Bałos należy do Kościoła Zielonoświątkowego w Gliwicach

 




Strona domowa To jest zycie! Poprzednie © Wiatr