Strona domowa To jest zycie! Poprzednie

 

FILIP ŻYJE BO JEZUS ŻYJE!

Filip

W pierwszym roku naszego małżeństwa urodził się nasz syn Filip. Jego narodziny jednak nie były dla nas chwilą szczęścia i radości, lecz niepewności i bólu. Po długim i ciężkim porodzie nasz syn urodził się w zamartwicy.

Rodziliśmy razem w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. Przyjście na świat naszego syna nie przypominało opowieści z kolorowych czasopism. Dziecko nie było różowiutkie, nie krzyczało i lekarze nie położyli go na piersi matki tuż po rozwiązaniu.

Filip urodził się siny, milczący i sflaczały. Natychmiast został poddany reanimacji. W pierwszej minucie życia otrzymał 1 pkt w dziesięciostopniowej skali Apgar (dla wyjaśnienia: 8 - 10 pkt. otrzymują dzieci zdrowe, 0 pkt. otrzymują w tej skali martwe noworodki). Dziecko odratowano, lecz Filip musiał pozostać w inkubatorze i być pod stałą kontrolą medyczną.

Warto przy tym  dodać, że chłopiec urodził się 6 tygodni przed terminem.  W trzeciej dobie życia USG główki wykazało wylewy do mózgu I i II stopnia oraz niedotlenienie tkanki mózgowej. W 10 dobie życia neurolog stwierdził objawy ENN (encefalopatii niedokrwienno - niedotlenieniowej) czyli porażenia mózgowego. Były to dla nas ciężkie chwile.

Stan zdrowia naszego dziecka zaczął się jednak poprawiać. Po trzech tygodniach syn nasz został wypisany ze szpitala. Od razu było jednak wiadomo, że będzie konieczna rehabilitacja.

Jeszcze w szpitalu, ze względu na ciężki stan zdrowia ochrzciliśmy Filipa. Nad jego inkubatorem modliła się nasza rodzina, a także zaproszony przez nas ksiądz. Podczas gdy Filip był jeszcze w szpitalu, my przyjęliśmy sakrament namaszczenia chorych. W intencji zdrowia synka modliła się nie tylko najbliższa rodzina, ale również znajomi, przyjaciele, a nawet całe wspólnoty. lntencja ta była podawana również podczas modlitwy w radiu Józef. Jednocześnie trwała rehabilitacja; Filip był pod opieką specjalistów w kilku ośrodkach państwowych i prywatnych.

Roczna kampania modlitewno - medyczna zaczęła przynosić rezultaty. Stał się cud. Wylewy do mózgu szczęśliwie wchłonęły się, a funkcje obumarłych tkanek przejęły inne. W tej chwili nasz syn skończył już dwa lata i jest zupełnie zdrowy. W obliczu tej sytuacji życie i zdrowie naszego syna odbieramy jako szczególny dar od Boga.

Małgorzata i Marek Nowiccy


Strona domowa To jest zycie! Poprzednie Tekst ten pochodzi z czasopisma "Wiatr" nr 7
© Wiatr