|
W pierwszym roku naszego małżeństwa urodził się nasz syn Filip. Jego narodziny
jednak nie były dla nas chwilą szczęścia i radości, lecz niepewności i bólu.
Po długim i ciężkim porodzie nasz syn urodził się w zamartwicy.
Rodziliśmy razem w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. Przyjście na
świat naszego syna nie przypominało opowieści z kolorowych czasopism. Dziecko
nie było różowiutkie, nie krzyczało i lekarze nie położyli go na piersi
matki tuż po rozwiązaniu.
Filip urodził się siny, milczący i sflaczały. Natychmiast został poddany
reanimacji. W pierwszej minucie życia otrzymał 1 pkt w dziesięciostopniowej
skali Apgar (dla wyjaśnienia: 8 - 10 pkt. otrzymują dzieci zdrowe, 0 pkt.
otrzymują w tej skali martwe noworodki). Dziecko odratowano, lecz Filip
musiał pozostać w inkubatorze i być pod stałą kontrolą medyczną.
Warto przy tym dodać, że chłopiec urodził się 6 tygodni przed terminem.
W trzeciej dobie życia USG główki wykazało wylewy do mózgu I i II stopnia
oraz niedotlenienie tkanki mózgowej. W 10 dobie życia neurolog stwierdził
objawy ENN (encefalopatii niedokrwienno - niedotlenieniowej) czyli porażenia
mózgowego. Były to dla nas ciężkie chwile.
Stan zdrowia naszego dziecka zaczął się jednak poprawiać. Po trzech tygodniach
syn nasz został wypisany ze szpitala. Od razu było jednak wiadomo, że będzie
konieczna rehabilitacja.
Jeszcze w szpitalu, ze względu na ciężki stan zdrowia ochrzciliśmy Filipa.
Nad jego inkubatorem modliła się nasza rodzina, a także zaproszony przez
nas ksiądz. Podczas gdy Filip był jeszcze w szpitalu, my przyjęliśmy sakrament
namaszczenia chorych. W intencji zdrowia synka modliła się nie tylko najbliższa
rodzina, ale również znajomi, przyjaciele, a nawet całe wspólnoty. lntencja
ta była podawana również podczas modlitwy w radiu Józef. Jednocześnie trwała
rehabilitacja; Filip był pod opieką specjalistów w kilku ośrodkach państwowych
i prywatnych.
Roczna kampania modlitewno - medyczna zaczęła przynosić rezultaty. Stał
się cud. Wylewy do mózgu szczęśliwie wchłonęły się, a funkcje obumarłych
tkanek przejęły inne. W tej chwili nasz syn skończył już dwa lata i jest
zupełnie zdrowy. W obliczu tej sytuacji życie i zdrowie naszego syna odbieramy
jako szczególny dar od Boga.
Małgorzata i Marek Nowiccy
|
© Wiatr |